Tuesday, May 21, 2013

Thursday, May 9, 2013

20.0 pogodnie








wczesna wiosna w naszym małym mieście.

early spring in our small town. 

Saturday, April 13, 2013

11.0 częściowe zachmurzenie




























kto zgadnie, kto zgadnie
jakież to miasto?


can you guess
which city this is?

Sunday, April 7, 2013

2.0 bezchmurnie































wiosna powoli wychodzi zza chmur


we've waited really long, 
but the spring is finally coming

//photos from last year

Thursday, March 28, 2013

-1.0 częściowe zachmurzenie




czas chyba sprawdzić, co słychać za morzem

i think i need to visit stockholm soon, 
it it strange, i haven't been there for so long
but when i look at my photos, 
it all seems just like yesterday.

Sunday, March 24, 2013

-2.0 obłoki zanikające



























zapominając, że za oknem jest mróz
i kontynuując wątek wakacyjny,

chyba znalazłam w końcu dobry plan na nadchodzące lato.
brakuje mi już bardzo długich godzin w pociągach,
długich kilometrów ze zwykle zbyt ciężkim plecakiem
rysowania mnóstwa map i ciągłego uciekania dalej i dalej.


// a tymczasem na tym, i poprzednich zdjęciach, chorwacja. 
miejsce do którego latem przenosi się chyba większość naszego narodu, 
a jednak gdzie da się znaleźć ciche malownicze wysepki, jak tą ze słońcem w nazwie.


while it is still freezing outside 
i am trying to come up with a  plan for the summer.
i miss those endless hours spend on different trains, just going further and further. 


last photos are from the croatian part of my balkan trip with paula in 2011
i expected it to be just awfully crowded with tourist, 
but we somehow managed to find a few fantastic calm places 
such as this little island. 

Sunday, March 17, 2013

-4.0 pogodnie

































codziennie o 7 rano budzi mnie ostre słońce. 
prawie jak gdyby były już wakacje. 

every day the sun wakes me up at 7.
almost as if it were summer holidays already.

Friday, March 15, 2013

-0.5 śnieg





























chłopiec w nieprzypadkowo pasiastej koszuli znalazł pingwina pod drzwiami.
ja znalazłam go w małej księgarni w budapeszcie i zakochałam się od razu,
dziwiąc się tylko, że nie stało się to wcześniej.
oliver jeffers i jego niesamowite książki, nie tylko dla dzieci.

i tak oto moją pierwszą mini-pensję przetraciłam w całości na amazonie,
między innymi na opowieści o łosiu i ambitnym niedźwiedziu. :)


my recent love, 
oliver jeffers and his picture books. 

Tuesday, March 12, 2013

-5.0 pochmurno























































zdjęcia sprzed może dwóch miesięcy.
śnieg taki sam jak dziś rano, może tylko mniej brudny

nie wiem czy jeszcze lubię to miasto


i took those photos around two months ago.
not much has changed since then. still no signs of spring in here

Sunday, March 10, 2013

Tuesday, March 5, 2013

6.5 pogodnie




























tęsknię za tamtymi niekończącymi się spacerami.


i miss those endless walks around stockholm

Saturday, February 23, 2013

0.5 deszcz



































































zima nie chce nas opuścić.
czas więc na opowieść o marokańskich kotach.
i chociaż kiedyś już o nich pisałam,
dziś będzie jednak mniej barwnie, 
mniej różnorodnie. smutniej 

wtedy mówiłam też, że 'Maroko będzie miejscem do którego na pewno wrócimy na dłużej' . 
w tym roku wróciliśmy. może nie na 'długo', ale te kilkanaście dni sprawiło, 
że trudno mi dziś spoglądać na to miejsce w taki sam sposób. 

jakiś czas temu pokazywałam przepiękne widoki z marrakeszu czy chefchaouen. 
i nie były przekłamane - maroko jest naprawdę piękne
ze swoją niesamowitą architekturą, sztuką czy kuchnią. 
ale jest to też miejsce pełne skrajności, i pełne biedy. biedy, brudu, zaniedbania. 

smutnym widokiem jest wyjeżdżanie pociągami z miast. 
stosy śmieci rozrzucone tuż za centrum, 
choć przecież nie inaczej jest z też na miejskich ulicach,
gdzie szybko trzeba przyzwyczaić się do specyficznego zapachu 
rozkładających się na słońcu odpadków.  

smutnym widokiem są też tysiące kotów błąkające się między budynkami. 
te tutaj mogą sprawiać wrażenie uroczo zaspanych ale to tylko cześć tych 'silniejszych'. 
mam w pamięci mnóstwo obrazów kotów którym nie potrafiłabym zrobić zdjęcia, 
kotów które pewnie nie dożywały do wieczora, 
kociąt które tak trudno było minąć i pozostawić na ulicy. 

i są też ludzie. wielu wspaniałych, miłych i pomocnych.
ale niestety także wielu, którzy w turystach widzą jedynie źródło zysku.
którym trudno wytłumaczyć, że zachodnioeuropejski emeryt kupujący dywany
i student z plecakiem czymkolwiek się różnią.
smutne, że po kilku dniach trudno komukolwiek ufać.


więc chyba tak jak wszędzie - pozostaje pamiętać,
że to co opisują przewodniki to jedno,
a prawdziwa rzeczywistość, ukryta w bocznych uliczkach
bywa zupełnie inna, czasem niełatwa do zaakceptowania.


moroccan cats. again. 
i am still a bit bitter, or uneasy about this trip.
morocco is undoubtedly beautiful,
but it is also full of poverty, 
which is really difficult to ignore. 

Sunday, February 17, 2013

0.0 lekka mżawka












sesje bywały różne.
przesiąknięte kawą, z długą bezsennością
i próbami nadrobienia kilku miesięcy w jedną czy dwie noce.
z małymi kółkami naukowymi, mniej lub bardziej napięte.
tymczasem w tym roku przeżyłam ten czas bardzo nierozsądnie
a jednak z zaskakująco dobrymi efektami.

kilka dni intensywnego przeglądania notatek,
kilka egzaminów, pociąg do budapesztu.
znów jeden dzień w domu, i jeden egzamin.
i berlin. tylko po to by cały dzień spędzić w kawiarni
przy stosach notatek, a wieczór na koncercie.
szybki powrót, i znów egzamin. i cały wolny tydzień.
żadnych wypraw. dużo domowego relaksu.



so i've planned my short travels to budapest and berlin 
just in the middle of all my exams. 
perhaps not very clever, but it was soo worth it.
plus, i've not only passed all of exams really well, 
but also got one great week of pure laziness.

Sunday, February 10, 2013

-1.0 częściowe zachmurzenie



































teraz tak jak powinno być. analogowo.

naprawdę trudno opisać jaką atmosferę ma budapeszt.
w lecie był piękny, ale okropnie duszny, a życie ratowała tylko
sprzedawana wszędzie fantastyczna lemoniada.
(tak, to nie papryka czy gulasz, ale lemoniada
powinna być chwalona we wszystkich przewodnikach)

teraz z nutą melancholii, częściowo w deszczu,
częściowo w wiosennym już słońcu.
wysokie kamienice, przybrudzone, szare
to wszystko z jednej strony takie monumentalne
a z drugiej bardzo zwyczajne, znajome.

i tak jak w wielu innych wielkich miastach,
nasze wrażenia byłyby zupełnie inne,
gdybyśmy mieszkali w jakimś przypadkowym hostelu.

tym razem wracaliśmy codziennie spokojną okolicą
z mnóstwem domów jak z bajek o czarownicach,
wieczorami popijaliśmy wino z naszą hostką,
a porankami mogliśmy spacerować po parku z jej psem,
który uwielbiał też nas radośnie budzić.

więc jeśli ktoś jeszcze nie poznał jednej z lepszych idei
ostatnich lat, jaką jest Couchsurfing, polecam całym sercem.


some analogue pictures from budapest.
our visit there wouldn't have been the same
without couchsurfing.